pilkarska-fanka blog

Twój nowy blog

kurde mac skasowali mi archiwum!!!!!!!!!!!!! grrr :|

wkurzała mnie ta nazwa srogo.

green.ownlog.com

ownlogi są teraz na topie, a ja jestem ciągle na topie, więc mam ownloga :]

kilka przerobek i bedzie gites maliny, jak to mawia jeden z moich ziąs.

o jak mi źle, o jak mi źle.

bardzo źle znoszę stan ‚nie mam kogo kochac; kocham wspomnienia, a one bardzo bolą’. bo jak w temacie. mam tak jak ty w tylu miejscach poklejone serce. alem to slodko napisala, huhu.

hyh. i mam anglika. takiego z duzej litery ;> i moze jakimś cudem nawet polubię chodzic na angielski bardziej niz do normalnej szkoly :] szook

i ja wiem czego chce, tylko mowie ze nie, bo zadam rzeczy nierealnych. taki tam moj maly odchyl psychiczny. no bo juz pare razy przypieprzylam tak porzadnie w kosci ciemieniowe.

i tak sobie jeszcze pomyslalam, że podstawa to byc smiesznie zalosnym. glupich ludzi lubia bardziej. glupi zreszta ma zawsze szczescie.

za 6 dni pewna wazna data, ktorej nijak nie bede obchodzic. nasuwa się jedno z najpospolitszych polskich słów. wiecie o czym mówię.

:((

11 komentarzy

jest mi bardzo przykro w związku z zaistniałą sytuacją, bo AJ+AG jest na ścianie od 4 lat i będzie już na zawsze, bo jest wydrapane, więc po malowaniu też będzie widac, i mimo ze swojego czasu próbowałam A zmienic w K [ale marne były tego skutki], to nie zmienia faktu, iż w oryginale jest AG. i na murach mojego gimnazjum [i podstawówki] na zawsze będzie wymalowane [ręką moich kochanych kolegów], iż kochałam się kiedyś w arku gołasiu, takim jednym siatkarzu, co to już nie żyje :((((((((((((((((((((((((
i przecież po drugiej stronie w tej samej wnęce jest ‚AREK GOŁAŚ’ wydrapane też. w poniedziałek pójdę i wydrapię tam jeszcze znicza.

[bardzo duzo osob umiera w tym roku. duzy wydźwięk później pozostaje. bu.]
[bo ten dzień się naprawde dobrze zaczął. a przecież z drugiej strony - jeszcze się nie skończył.]

[']

jestem w pewnym sensie radosna nawet, bo jak prosiłam, żeby pewne zjawisko [lokalni kosmici zawsze razem] znalazlo sobie inną drogę do szkoly, to skończyło się to tym, że na rzekomym ów zjawiska miejscu spotkan z ‚qmplami’ coś chrupło w nodze, zdaje się w gips jest włozona i ruch zakazany. innej drogi nie ma, bo nie ma drogi w ogóle. patrzcie no, marzenia się spełniają.
rzec by mozna – czekam na dalszy ciąg spelnionych marzeń. a te całkiem nierealne? też się da?
a niektorych absolwetow się wcale nie prosi o powrot do starej szkoly. no, coś nie halo?

połowa września już. tak dużo i tak mało. huhu.

* podoba mi się ten text, to naprawdę ładny text. taki życiowy nicht wahr?

when you try your best but you don’t succeed
when you get what you want but not what you need
when you feel so tired but you can’t sleep
stuck in reverse
when the tears come streaming down your face
when you lose something you can’t replace
when you love someone but it goes to waste
could it be worse?

bo jak się wali to hurtowo. tak na hura, tak że bach, no nie. nie żeby stopniowo, tylko z dnia na dzień. było – nie ma. nie wiem jak to inaczej w słowa ując. nie da się.

tym razem zamęczam się coldplayem. czasem trzeba konwencję zmienic, ha.

juz bym chciala normalne lekcje, bo im szybciej się zaczną, tym szybciej się skończą i fajnie będzie. tzn. nie wiem jak będzie. znając życie, to tragicznie, ale co tam.
ktoś kto zrobił bałagan ze zdjęciami absolwentów rocznika ostatniego, miał genialny pomysł z tym, które zdjąc. moze są w tym miescie światli ludzie? ta, to musiała byc kobieta.

status psychiczny: hopeless

apdejt: niech mnie ktoś przytuli ;((( chociaz dziwnie sie czuje, to nie o to chodzi, to cos jak mialam w przedziale maj-sierpień. niby tak, ale nie dlatego [don't worry, dzisiaj moje pytanie zrozumiala tylko polonistka, reszta klasy patrzyla sie jak na kosmitke ;D]. tej, oddajcie zdjęcie zacnej klasy, nie ma się z czego śmiac!
[z pelnym skladem damy rade; ech]
a ty idiotko, weś se znajdź inną drogę do budy, jeszcze raz tu przejdziesz, a ci te kołtuny pourywam, awr! [nastrój bojowy, spowodowany złym humorem]
który to dzisiaj? 5? tylko bardzo żałuję, że nie będzie powtórki z rozrywki. dziure mam. w mózgu. i nie tylko.

* ano, prosze państwa, sto kilometrów stąd na oko

ogłaszam żałobe narodową, do odwołania

nie moge spac o 6:30, mam nadzieje, ze to nie jest nromalne [ani tym bardziej przypadkowe]

ps. pozdrawiam mojego nowego wychowawce społecznego, coś tam pozostało, co

apdejt: a od dzisiaj [dopiero?] oprocz harcerek doszli mi jeszcze harcerze, cały związek jest generalnie do dupy, chodzaca patologia, ludzie są tam jak z kosmosu, z jakiegoś trzydziestego nieodkrytego księżyca saturna czy innego gówna. nie wiem, zresztą co ja się będę przejmowac, nie moja sprawa, ja tam nie należe. bo ja jestem normalna i psychicznie zdrowa. to nie moj problem, diabelskie nasienie. apf. a jutro ide do bardzo fajnej mojej szkoly, w ktorej pierwszaki są wyzsze ode mnie i w ogole smieszna jest. nawet mi się chce do niej isc. i moja nowa wychowawczyni jest zajebista. i w ogole. znowu ta sama klasa jest na topie. i my będziemy. bo jesteśmy piekne. ha!

tak sobie pomyslałam, że chciałabym się pochwalic całemu światu [tak całemu, bez wyjątków], że ściągnęłam sobie płytę makowieckiego i bardzo przyjemnie się jej słucha, jak na lalusiowatego chłoptasia z idola. miłe zaskoczenie, bo po części mi przypomina radiohead, co sobie uświadomiłam zaraz po usłyszeniu ‚piosenki na nie’ [wtedy też uświadomiłam sobie, że jeżeli nie ściągnę tej płyty, to i tak będe musiała ściagnąc, to konieczne]. no, generalnie, to fajnie z tym makowieckim. bo słuchanie w kółko tego samego powoli mnie spacza na psychice.
w ramach dalszego ukulturalniania [jeżeli bedzie dobrze gramatycznie, to wrecze sama sobie nobla, mhm, zawsze myślałam o tym, jak to jest isc czerwonym dywanem, czując na sobie miliony spojrzeń [no dobra, ileśtam spojrzeń na raz na sobie czułam i to nieraz, ale takie życie niezdar], wiedzac ze za chwile dostane nagrode, ktora chcieliby wszyscy na swiecie, co za hardkor] czytałam sobie wczoraj recenzje filmów na stronie europy[europy]. znalazłam jeden, który zapewne przypadłby mi do gustu, ale oczywiście kto wpadłby na to, że ktoś będzie go chciał obejrzec i skombinował napisy, ole. a w ogole to film w oryginale ma masakryczny tytuł ['very annie mary'] chociaz to mnie wcale nie zniechęca, w przeciwienstiwe do ‚sposobu na blondynkę’, ktorego chocbym miała najszczerszą ochotę [a nie mam], to i tak nie obejrzę. taki tam mój mały foch.
poza tym oszukiwanie ociemniałych w mniemaniu nie tylko moim jest czyms znacznie gorszym niz oszukiwanie zdrowych umysłowo, wiec zdecydowanie pójdę do piekła. chociaz w tym coś jest, moze spotkam tam fajnych ludzi, jakoś to będzie. cóż, widocznie zostałam stworzona, żeby postępowac perfidnie wobec ludzi którzy urodzili się z niedotlenieniem mózgu spowodowanym pępowiną owiniętą wokół szyi w łonie matki [albo innym takim [nie]istotnym szczegółem]. ja po prostu postępuję według reguły ‚jak kuba bogu, tak bóg kubie’. tylko ze ja jestem swiatłym umysłem. zresztą co za róznica.
a wracając do makowieckiego, to na początku myślałam, że ma totalnie bezsensowne teksty typu ‚to piosenka na nie, w niej sie spiewa co chce’, bo tylko ten wers pamiętałam z klipu. a tu jednak coś tam sensownego ma, uwielbiam oceniac ludzi po pozorach. [ale niektórych oceniam wcale nie po pozorach, tylko zdaniem większosci, ha. wszyscy jak widac popierają moje zdanie. i tak ma byc]

jezu, ale mi bełkot psychola wyszedł. i ktoś tu jest podobno normalny.

trzeba by mnie w tyłek kopnąc i tyle. przez ostatni tydzien były jakieś nienormalne modły, jakby na chwilę wrócił luty [moze styczeń? grudzień?], wczoraj było bumumum [no jakoś tak]. i co? no i teraz właśnie sobie myślę, że to właściwie nie to, co bym chciała. z tym że teraz sobie myslę, żeby tak wrócił maj. ale jakby był maj to znowu byłoby źle, bo przecież starszy jest lepszy. a jakby był starszy to młodszy byłby ładniejszy. aż w końcu stanęłoby na tym co mamy teraz. ale jakby było tak jak teraz jest to byłoby znowu źle. bo u mnie jest ok, co znaczy za dobrze, tudzież źle. czyli właścwie nigdy nie jest dobrze. powinni stworzyc program ‚złamę ci serce’. to już tak nie pierwszy raz, już nie pierwszy raz! widocznie przeznaczony jest mi jakiś zakon sióstr świętej rodziny z bordeaux albo cos w tym stylu. mogę sobie iśc do dentystki, ona ma ksiażke z wykazem firm i instytucji, tam będzie telefon. no bo przecież to aż głupio tak, jestem tak beznadziejnie zażenowana, że szooook [luuuzzzik?]. to ja już wiem czemu[...]..; ja też wiem? nooo..; hm, nie no. nie nie nie! w ogóle jak to brzmi ‚podobanie’ [ale gramatycznie :F ] albo ‚zakochanie’. no jak? jak lody waniliowe z truskawkami i bitą śmietaną. albo lizaki śmietankowo-truskawkowe. tak właśnie. za słodko.
i już z tego wszystkiego sama nie wiem co mam pisac. jedna prawie płacze, druga znowu przeklina, a ja? no co mam zrobic. nie zabiję się. a moze byc tak super trendi tandetnym i rzucic się z mostu? :F poza tym klawiatura mi świruje więc konczę.

a na koniec powinno byc ‚och i ach’ ale coś mi się przeinaczyło i stałam się nienormalna [a raczej to odkryłam, w sensie że jestem bardziej niż dotychczas przypuszczalam]. jazda w samochodzie wpływa na mnie głopotogennie. nic na to nie poradzę.

apdejt:
get out get out couse i don’t know what you’re thinking about something says leave just leave couse i don’t like you looking at me
i don’t want you here i don’t want you near couse your face just gives me the fear
out the door out the door you’ve become an intolerable bore disappear disappear before your voice it brings me to tears
don’t want you here don’t want you near couse i think you’re fucking weird
blow out blow out i can’t stand to see your face i wish you’d go some other place get out get out i don’t want you hanging about

komentarz[e]:
po 1. uwielbiam cytowac piosenki, szczegolnie kiedy mi pasują
po 2. gdzieś juz mówiłam, ze archive zacnym jest
po 3. tylko sama nie wiem do czego mi to pasuje, ale jakoś tak mi się skojarzyło. nie wiem z czym konkretnie, ale mi się spodobało. no fajna piosenka. nieważne.

a ja jej nie mam, bo nie śpiewam. jak ktoś w temacie to fajnie.
zielone spodnie znów w uzyciu, mhmm. i nikt nie wie o co chodzi. ale chyba o to chodzi.
dlaczego nie odwiedzi mnie żaden fajny człowiek. w sensie nie żeby ci , którzy mnie odwiedzają byli niefajni, tylko coś w stylu niewystarczająco fajni. no, ale mnie przynajmniej odwiedzają ludzie w moim wieku, a nie rok i więcej młodsi [w porywach nawet do 4-5]. bo ja debil nie jestem. tylko marudny buc.
uzbrajam się w zieleń na jesień. chciałabym jeszcze fioletową [musi być fioletowa, zadna inna w grę nie wchodzi!] bluzkę z hello kitty. w ogole u nas z hello kitty są tylko torby. no i nie będzie bluzki. warczeć? buczeć?
zły humor wrócił z mocą bumerangu [a to dziwne, bo jak zły humor mógł wrócic, jak cały czas był? hm] i rozrasta się do niebotycznych rozmiarów i widzę do tego piętnaście [aż słownie musiałam napisac] razy jednego bałwana na mieście, a bardzo nie chciałabym go widziec. a tych co potrzeba to nie ma. znaczy niby są, ale niby, czyli chuj tam z takim byciem. wolę bez [mołtan dju?].
chciałabym, żeby moja rodzina była jakoś bardziej ze sobą zżyta czy coś w tym stylu, bo tak to zawsze będzie do bani. no, czyli zawsze będzie do bani. a wydawałaby się bliska [w sensie rodzina].
a może by tak zamknąc się w domu do końca wakacji, strzelic megafocha i nie pokazywac się na dworze az do pierwszego września? pomysł jakże nęcący, aczkolwiek obarczyłby mnie szacując około pięcioma kilogramami więcej w nogach, fałdami na brzuchu itd. jadłabym, siedziała, jadła, siedziała i tak w kołko. więc odpada. a szczerze żałuję.
myślę jeszcze nad tym żeby się gdzieś wyprowadzic na jakis czas, gdzie brak prowiantu. i bardzo dobre byłoby to miejsce. ale powraca problem rodziny. kij w oko. grrrah.
nic nie rozumiesz? wyślij sms o treści..
z zycia codziennego [beznadziejnego]: w ‚wisielcu’ zamiast ‚śmiałek’ słyszę co innego. i ile razy bym nie słuchała to zawsze podskakuję. czyli jest bambusio [?], czy coś w tym stylu.

mam prawo do najbardziej ciężkostrawnych myśli


  • RSS